Jestem taka nieco płaczliwa. Zawsze byłam. Zakłamana hipokrytka, otaczająca się osłami.
Odtąd nie zobaczę już nijakiego głębszego sensu w moim żywocie, poddałam się używkom, przy sposobności ośmieszając moje rówieśniczki, które są tak
bolesne, że także to wykonują. Jestem punko-metalo-hipiso-grungiem i hvj mnie obchodzi to,
że komuś to nie koresponduje. Odczuję się zaciszna.
jestem beznadziejna. Zamknięta w swoim globie tak naprawdę.
Pary, która mnie tak naprawdę doceniła i ówczesna dla mnie nieopisanym poplecznictwem,
już nie ma. Zrezygnowała z pewną blondyneczką i ma mnie gdzieś.
Strapione.